Nr 5 (789) * J * ROK * LIII * 31 I 2010
DUCHOWNI DIECEZJI CHEŁMIŃSKIEJ (44)

Kapłan miłości apostolskiej


[Rozmiar: 8629 bajtów]
Ks. Wojciech Gajdus (1907-1957)
Fot. Archiwum redakcji

Miłość gorąca, bezinteresowna, czynna, miłość apostolska, Chrystusowa – to chyba główna cecha jego charakteru. Ona była źródłem i motorem jego kapłańskiej pracy, jego apostolskiej działalności, jego stosunku do ludzi

Ks. Antoni Liedtke

Nie mówcie nigdy, że mocny jest człowiek. Bóg jest mocny. A przede wszystkim Pan jest dobry i skłonny ku przebaczeniu

Ks. Wojciech Gajdus

Wojciech Gajdus urodził się 2 października 1907 r. Papowie Toruńskim rodzinie nauczyciela Władysława Emilii z domu Oczkowskiej. 1926 r. po maturze zdanej w Gimnazjum klasycznym im. Mikołaja Kopernika w Toruniu wstąpił do seminarium Duchownego w Pelplinie. 0 grudnia 1930 r. w gronie 39 diakonów przyjął święcenia kapłańskie rozpoczął 4-letni wikariat parafii Świętego Krzyża w Tczewie. tamże był kapelanem szpitala, uczył religii w gimnazjum i w szkole handlowej. Musiał sobie zaskarbić sympatię i wdzięczną pamięć mieszkańców miasta, skoro w kilka lat po jego odejściu wydostali go z lagru.
W 1934 r. rozpoczął pracę w parafii św. Mikołaja w Grudziądzu. Ceniono go za talent kaznodziejski i oddanie dobroczynności. „«Łaknących nakarmić, pragnących napoić, nagich przyodziać, bezdomnych ugościć». O, jakżesz wiernie spełniał to ks. Wojciech!” – wspomni w ostatnim pożegnaniu swojego przyjaciela ks. Antoni Liedtke. Obowiązki wikarego ks. Gajdus uzupełniał funkcjami dyrektora Apostolstwa Chorych i redaktora „Tygodnika Parafialnego…”.
W 1935 r. ks. Gajdus został sekretarzem generalnym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej z siedzibą w Pelplinie, co wiązało się z redagowaniem czasopisma „Młodzież Pomorska”, organizowaniem kursów, zjazdów i obozów wypoczynkowych dla młodzieży, którą pozyskał – jak wspominał ks. Liedtke – kapłańską żarliwością i miłym, wesołym usposobieniem. Ponadto zaangażował się w działalność Obozu Narodowo-Radykalnego, tworząc jego struktury m.in. w Tczewie, Starogardzie, Chojnicach, Grudziądzu, Nowym Mieście i Kartuzach (por. Hubert Kowalik, Endecja.pl).
W 1938 r. został proboszczem parafii pw. św. Katarzyny w Nawrze w ówczesnym dekanacie chełmżyńskim, którego kapłanów miały srogo doświadczyć represje nadchodzącej wojny. Spośród proboszczów parafii sąsiadujących z Nawrą Niemcy rozstrzelali w październiku 1939 r. ks. Pawła Redmera z Trzebcza. Duszpasterz Grzybna ks. Leonard Marchlewski został zamęczony w Sachsenchausen, a ks. Albin Kroplewski z Papowa Biskupiego – w Dachau. Ks. Gajdus przeszedł przez lochy Fortu VII w Toruniu (był świadkiem wywiezienia swojego starszego brata Jerzego na rozstrzelanie do Barbarki) i lagry w Nowym Porcie, Stutthofie i Sachsenhausen. Dzięki interwencji swoich dawnych parafian z Tczewa został zwolniony 15 października 1940 r. 5 dni później ks. Frelichowski, towarzysz jego obozowej niedoli, w liście do rodziców zawarł zaszyfrowaną prośbę: „Odwiedźcie z pozdrowieniami Adalberta Nawrę”. 23 marca 1941 r. pytał: „Dlaczego Wojtek nie chce dać żadnej wiadomości”. Po pół roku, uspokojony, dziękował „[mamie] za pielgrzymkę do Nawry, (…) jak również Wojtkowi za nabożeństwo”. Jednak 18 kwietnia 1942 r., domyślając się, że jego przyjaciel ukrywa się, napisał z Dachau: „Kochana Mamusiu, zostaw Wojtka w spokoju”.
Intuicja nie zawiodła ks. Stefana. Ks. Gajdus nie zaznał spokoju. Najpierw, zgodnie z nakazem władz, zamieszkał w Biskupicach, gdzie związał się z konspiracyjną organizacją Związek Jaszczurczy. Ostrzeżony przed aresztowaniem przeniósł się do Czarża, a ponieważ i tam nie było bezpiecznie – do Czemlewa w tejże parafii, gdzie prowadził kancelarię szefa Oddziału II Pomorskiego Okręgu ZWZ-AK Franciszka Bendiga. Po jego aresztowaniu, od połowy 1943 r. do końca wojny, ukrywał się u rodziny Frąckiewiczów w Wybczu w parafii Grzybno.
„Gdy wśród długich a bezsennych nocy leżę na posłaniu, zdaje mi się, że to, co przeżyłem, jest jakimś szalonym wymysłem, koszmarem. (…) Żyć będę, do końca mając w uszach te krzyki mordowanych, a oczach te przesuwające się przede mną procesje widmowe udręczonych, skatowanych ludzi (…)” – notował w Czemlewie, gdzie przystąpił do pisania pamiętnika, by „wyzwolić się spod naporu tych myśli (…) drogą ponownego przeżycia”. Świadectwu ks. Wojciecha zawdzięczamy m.in. bezcenne relacje o warunkach panujących w toruńskim Forcie VII i okolicznościach poprzedzających masowe zbrodnie w Barbarce, o katakumbowych Mszach św. w Stutthofie. Naszkicował portrety kapłanów, którzy „odeszli do Pana in odore martyrii (w opinii męczeństwa)” w Stutthofie i Sachsenhausen. Ukazał stan świadomości człowieka poddanego „lagrowaniu”. „Przygnębienie, apatia, melancholia i szara beznadziejność. Nie zdawaliśmy sobie jeszcze wtedy sprawy, że są to właśnie największe i najgroźniejsze choroby obozowe” – napisze ks. Czapliński, późniejszy biskup. Ks. Gajdus pokazał chwilę swojego „załamania duchowego i zuchwałego bluźnierstwa rzuconego Bogu w twarz” i wewnętrznego odradzania się. „Tajałem. Wracałem” – wyznał pełen wdzięczności dla zacnego księdza, którego słowo cofnęło go „znad brzegu przepaści”. Dziękował Bogu za tę lekcję pokory i „przestrogę dla tych wszystkich, którym się zdaje, że stoją mocno, a po chwili paść mogą jak grusza przez piorun w polu na poły rozcięta”. Wspomnieniom obozowym dał tytuł „Nr 20998 opowiada”. Rękopis zakopał w Czemlewie, gdy musiał uchodzić przed gestapo. Po wojnie wrócił po swój manuskrypt, ale nie doczekał się jego publikacji. Dopiero 5 lat po jego śmierci opracował go i doprowadził do publikacji jego kursowy kolega ks. Stefan Trzciński.
W 1945 r. ks. Wojciech wrócił do Nawry, ale obozowe i więzienne przejścia w 1946 r. (oskarżono go o współpracę z NSZ) odbiły się na jego zdrowiu. Chory na nerki i płuca, leczył się w Zakopanem, gdzie łączył kurację z posługą – był kapelanem sanatorium przeciwgruźliczego. Zmarł 9 listopada 1957 r. Spoczął obok mogiły swojej matki na cmentarzu w Nawrze, żegnany przez rzeszę kapłanów, także współwięźniów, w dniu św. Stanisława Kostki, patrona ukochanej przez niego młodzieży.
Wojciech Wielgoszewski

---anons następnej części---
[Rozmiar: 947 bajtów]